Między trawami — czyli jak nie zrobić z ogrodu koszar

Spis treści

Armatki, takie nieduże a przed każdą schludna piramidka z kul. No i dwaj wyprężeni gwardziści po bokach. Gwardziści oczywiście w bermycach (to te wielkie futrzane czapy) i czerwonych kurtkach z mnóstwem guzików, pasów, ładownic, koalicyjek i orderów. Wbrew pozorom to jest zagadnienie stricte ogrodowe. Nie, nie odbiło mi, nie planuję żadnej wojenki , ani nawet parady. Ba nawet do rekonstrukcji historycznej się nie przymierzam. Ja tylko odpowiadam na pytanie ,, szukającej inspiracji” uczestniczek jednego z forów ogrodowych. Na fotografii rząd posadzonych pod linijkę miskantów na kiszkowatej niemiłosiernie rabacie ( o tym że wysypana białym kruszywem oczywiście wspominać nie muszę – to standard) Pytanie zaś brzmiało ; co najlepiej posadzić w lukach między tymi, jakże by inaczej ,, Grackami”? Ta odmiana ma wyraźnie moc przyciągania osób o kapralskich zapędach. To niepojęte i nie do ogarnięcia; ta tendencja do traktowania traw (i całego ogrodu zresztą też) jak zadania z geometrii. Tymczasem trawy to wręcz symbol: luzu , swobody naturalności. Ta niewiarygodna mnogość kształtów, wielkości form, kolorów wreszcie. Choćby w obrębie jednego tylko gatunku M. sinensis daje taki potencjał że wszystkie działania z linjką i ekierką wydają się być kolejną ,, zbrodnią ogrodową”. Z drugiej jednak strony problem ,, co posadzić między trawami?” stanowi… no wlaśnie problem on stanowi . No bo można mieć ogród – kolekcję, a trawy wręcz kuszą do tego aby je kolekcjonować. Ale nawet w Rykach cała kolekcja ponad 350 odmian Miskantów w ten czy inny sposób wkomponowana jest piękne naturalistyczne rabaty. I na dobrą sprawę to chyba nie da się inaczej, same trawy choćby najlepiej dobrane zgrupowane w jednej kompozycji okresowo mogą byc nieco nudne. Sam nie wierzę że to napisalem ale takie są fakty. Na wiosnę po ścięciu mamy ściernisko i nawet jeżeli obsadzimy je cebulowymi ; zawsze pozostaje jakiś niedosyt. Płasko się robi i jednak ścierniskowo. Nawet gdy juz się rozbujają, rozkwitną, rozpuszczą te swoje kłosy a niektóre się przebarwią nadal mamy tylko trawy. I ,,aż tylko” chcialoby się napisać no bo piekne są i cieszą nasze oczy. Ale z drugiej jednak strony trochę to zwłaszcza dla laika może pole czy trzcinowisko przypominać. Jednym słowem jednak to monokultura jest. Jak zwykle rozwiązania problemów ogrodowych znajdują się w naturze. Przecież rzadko bywa tak że na naturalnych siedliskach rosną tylko trawy . Zazwyczaj coś tam się w tych trawach krzewi, krzaczy i bylinii. Nawet ubogie stepowe tereny okresowo zaskakują bujnością, obfitością kwiatów i ziół Nasz Narodowy Specjalista od stepów pisał wszak ,, wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi / wśród morza traw szumiących / wśród kwiatów powodzi” Są więc kwiaty a nawet ,, koralowe ostrowy burzanów” choć to tylko o osty chodzi.

Tak więc same trawy to w ogrodzie stanowczo zbyt mało. Jest to też trochę problem techniczny; w naszym wiejskim ogrodzie który siłą rzeczy nadmiernie wypielęgnowany nie jest każdej wiosny dołują nas bujne mniszki i perz klębiące się wśród kęp traw. Po miesiącu problem zanika, trawy dokładnie cieniują podłoże i zielsko praktycznie przepada żeby pojawić się kolejnej wiosny. Wszystkie te powody (a i kilka innych też) skłaniają mnie do wzbogacania składu gatunkowego rabat. Oczywiście nie wszystko do traw pasuje i to zarówno jeśli idzie o wymagania siedliskowe, nawozowe , wodne, jak i kompozycyjnie. Niektóre rośliny są po prostu ,,z innej bajki ” i z trawami zwyczajnie się gryzą. Choć zdarzyło mi się wzbogacić różaną rabatę kępami trzcinnika i molinii i wyszło , naprawdę wyszło. Doskonale w takich mieszankach sprawdzają sie rośliny naturalnie występujące na stepach preriach czy innych pampasach. Choćby takie Marcinki ze względu na bogactwo gatunków i odmian a co za tym idzie rozmiarów i kształtów doskonale zapełniają luki między trawami . Co ważne ruszają wcześnie więc nie pozwalają na rozwój chwastów zaś ich kwitnienie zbiega się z okresem największej atrakcyjności traw. Trochę problemów sprawiają te trawy które osiągają naprawdę duże rozmiary, bo niewiele bylin może z nimi konkurować. Tak naprawdę to tych bylin jest całkiem sporo tylko nie są zbyt popularne i szkółki raczej ich nie produkują . Do moich ulubionych bylin z tej grupy należą słoneczniki bylinowe a wśród nich prawdziwy olbrzym Słonecznik wierzbolistny. Świetnie też prezentuje się Sadziec purpurowy pojawiło się ostatnio kilka kompaktowych odmian ale najbardziej cenię tę starą osiągajaca nawet 2m wys. odmianę z tym ze nie pamiętam jej nazwy. Podobne rozmiary osiąga niezwykle urodziwa Wernonia – pięknie kwitnąca preriowa bylina. Innym bylinowym olbrzymem jest Rożnik tworzący mocne wysokie kępy o sztywnych łodygach. Również Przetacznikowce (Veronicastrum) osiągają dosyć duże rozmiary a ich kłosowate kwiatostany fantastycznie prezentują się wśród rozchwianych wiech miskantów. Może niekoniecznie wśród traw ale gdzieś obok warto posadzić Macleę. Co prawda trochę się rozłazi tworząc duże kępy ale warto ja mieć dla pięknego koloru liści Myślę że posadzona wśród naprawdę dużych traw znakomicie je uzupełni.

Prace porządkowe na działkach, usuwanie krzewów, wycinanie drzew.

Zapraszamy do współpracy.