Ogród Wiejski

Stały problem posiadaczy ogrodów i niezła zagwozdka dla nas, "zakładaczy”. No bo co tak naprawdę jest wyznacznikiem tej wiejskości? Czy np. odległość od najbliższego miasta, a może w miejscowości musi być sołtys, a nie burmistrz. Czy może raczej chodzi o skład gatunkowy - te wszystkie piwonie, ostróżki, maki i oczywiście malwy? No ale jeśli je posadzimy na otoczonej granitem rabacie przed wypasionym gmachem jakiegoś warszawskiego "mordoru" czy to jeszcze będzie wiejskie? Czy już jednak nie; choć zważywszy feudalne stosunki panujące w takich miejscach być może tak. A może idzie tu raczej o cały ten pseudo wiejski sztafaż, te wszystkie furmanki, sieczkarnie, kieraty i co tam jeszcze ocalono przed złomiarzami i po obsadzeniu surfinią i czym popadnie. Ustawione na poczesnym miejscu. A, byłbym zapomniał o takich drewnianych studniach  z korbką, też bardzo wiejskie i te plastikowe bociany koniecznie. A może tu idzie raczej o wystylizowane "glamórowe" rezydencje w stylu weranda country, gdzie pani domu przebrana za XIX wieczną pasterkę pielęgnuje swoją kolekcję petunii czy czegoś równie wytwornego. Czy może ma być "sielsko-anielsko tak jak w lesie" cytat oryginalny z Roku w Ogrodzie . Jako leśnik z długoletnim stażem zapewniam; różne lasy widziałem, ale sielsko-anielsko tam nie było (wiejsko też raczej nie).
No dobrze, ulżyłem sobie i dosyć już tych złośliwości. Zresztą problem jest poważny, bo jak zwykle gdy idzie o estetykę czyli kwestie gustu, brak czytelnej granicy czy wręcz definicji może generować problemy w relacjach z klientem (w tym również finansowe ). Zdarzyło już mi się, że musiałem świeżo posadzoną kolorową rabatę bylinową pakować do doniczek, bo gdy dumny ze swego dzieła czekałem  na zachwyty, usłyszałem że mam zbierać to wieśniackie badziewie. Pani klientka życzyła sobie "eleganckiego ogródka z eleganckimi roślinami". Jak się potem okazało chodziło o mix czerwonych berberysów, żółtych tawułek i błękitnych miniaturowych jałowców podpatrzony przed jedną z izabelińskich "prezydencji". Prosta acz zamożna kobieta z ludu tak sobie wyobrażała wiejski ogródek. A definicji po prostu nie ma i być zwyczajnie nie może, bo jak tu zdefiniować coś tak nieuchwytnego. Przecież tak naprawdę to nawet w tych klasycznych historycznych stylach ogrodowych podziały i granice są sztuczne i nieczytelne. Zawsze gdzieś tam się to przenikało i mieszało ze sobą. Nawet w Wersalu niektóre boskiety mają swobodne, wręcz angielskie wnętrza, a i liczne angielskie krajobrazowe klasyki zawierają relikty dawnych geometrycznych założeń.
I tak jest dobrze, ogród współczesny powinien wyrażać nas samych, powinien być swego rodzaju strefą osobistą, intymną i prywatną. Żyjemy w czasach eklektycznych i takie powinny być nasze ogrody bogate, czerpiące z historii, ale nie stroniące od nowoczesności, nasze ogrody powinny być takie jak my, ich właściciele. Oczywiście jest to problem dla zawodowców, jak zaprojektować (w moim przypadku wymyślić) ogród, żeby pasował do właścicieli, albo jak przekonać klienta, że nasza wizja jest tym, czego skrycie pragną. Podstawą jest tu interakcja; nie da się zrobić dobrego, pasującego do właścicieli ogrodu bez poznania jego przyszłych użytkowników, ich zwyczajów, trybu życia. To wbrew panującej opinii nie jest lekka i łatwa praca. No chyba że robi się ogród dla siebie, w takiej sytuacji gdy jest się swoim klientem nie ma problemów z definicjami. Sami sobie ustalamy jaki ma być ten nasz ogród i sami sobie nazywamy styl, w jakim go tworzymy. Proszę Państwa, oto mój WIEJSKI OGRÓD