OGRODOWE INSPIRACJE gdzie kończy się komercja, a zaczyna sztuka

Nie da się ukryć, zakładanie ogrodów to przede wszystkim tzw. sfera usług, czyli de facto typowa rzemieślnicza robota. I tworzenie wokół tego otoczki tajemniczej, dostępnej tylko dla wybranych hermetycznej dziedziny sztuki jest co najmniej nadużyciem. Tak samo jak swego rodzaju nadużyciem (wynikającym głównie ze stosowania kalki językowej )jest określanie architektem krajobrazu (landscaper) "twórcy" 120 metrów ogródka na tarasie apartamentowca. Znaj proporcjum mocium panie, jak pisał TWÓRCA  13 xsiegi Pana T. a jednak coś w tym jest. Coś co powoduje, że niektóre założenia i to bez względu na wielkość, styl czy funkcję jaką dany ogród pełni mają swego rodzaju magię, jakiś taki nastrój i klimat powodujący, że mamy świadomość obcowania z dzielem sztuki. Piszę o nastroju i czymś nieuchwytnym, bo sam jako ogrodowy samouk w dodatku z deficytami (jak chociażby nieumiejętność narysowania czegoś o czym opowiadam) nie potrafię jasno i precyzyjnie określić, gdzie zaczyna się sztuka ogrodowa.

Zresztą materia, w jakiej pracuję ja i większość konkurencjii nie ułatwia nam zadania. Poza nielicznymi ogrodami o tak czy inaczej pojmowanym REGULARNYM  charakterze; nasze dzieła są niesamowicie mobilne zarówno w czasie jak i w przestrzeni. Obraz, rzeżba, do pewnego stopnia dzieło muzyczne stanowią swego rodzaju constans. Ogród jest zmienny. Zachwycająca czarodziejska łąka z setek roślin cebulowych w krótkim czasie zamienia się w pobojowisko żółknących liści, więdnących łodyg i opadłych kwiatów. I żebyśmy nie wiem jak pielęgnowali to miejsce, za rok będzie inaczej. Coś wypadnie, coś się rozrośnie, coś pożrą nornice. Jedyny ratunek to fotografia, pozwala zatrzymać obraz tego co przemija i ewentualnie paleta, sztalugi (te z kolei pozwalają zatrzymać coś jeszcze bardziej nieuchwytnego czyli nastrój ). Tak więc miewamy do czynienia z sezonowymi dziełami sztuki. Niewiarygodnie, obezwładniajaco piękna kompozycja z traw, bylin i krzewów ( zwłaszcza hortensji) która dosłownie powaliła mnie i zapewne setki zwiedzających jesienią ubieglego roku w ogrodzie pokazowym szkółki Daglezja w Rykach obecnie (marzec) stanowi  zapewne zaledwie cięń jesiennej urody zbudowany z suchych traw i badyli. Jakże więc tworzyć ogród, aby był dzielem sztuki, jak pogodzić liczne i często sprzeczne ze sobą oczekiwania klienta (na ogół całej rodziny).

Jak znaleźć złoty środek między oczkiwanym pięknem i tak trywialnymi elementami jak grill, piaskownica, wybieg dla psa, o kompostowniku czy altance śmietnikowej nie wspominając. Wiekszość ogrodów budujemy przecież dla zwyklych ludzi, którzy niekoniecznie podzielają nasze fascynacje, gusta czy upodobania. Klienci chcą mieć OGRÓD,  funkcjonalną prywatną przestrzeń, gdzie będa realizować swój własny styl życia. Oczywiście ma być ładnie, kolorowo albo np. "elegacko", tylko że nic to nie znaczy, gdyż każdy rozumie to po swojemu. Dobrze jest się posiłkować projektem bądż koncepcją i omawiać z klientem co dane kółko czy plamka z numerkiem oznacza. Można też protezować interakcje z klientem posługując sie wszelkiego rodzaju wizualizacjami, zabrać klienta na wirtualny spacer po  jego przyszłym ogrodzie. Tylko to nadal nic nie znaczy. Na ogół wszystko, co jest ponad podstawowe funkcje ogrodu takie jak choćby izolacja od otoczenia czy komunikacja i organizacja przestrzenna wymaga wyjścia poza schemat, znalezienia wspólnego języka. Dobry ogród wymaga inspiracji jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś od czego zaczniemy snucie naszej opowieści o ogrodzie i życiu w nim.

Dobrze jeśli w rozmowie z klientem uda się znależć jakiś, czasem drobny trop, jakąś impresję, wspomnienie, skojarzenie, fotografię. Istotne jest, aby to było osobiste, bo wtedy jest szansa na współudzial klienta w tworzeniu w samym pomyśle na jego ogród. Czasem przesłanką może być sama lokalizacja działki, jej otoczenie, coś co spowodowało, że akurat w tym miejscu postanowił zamieszkać. Dobrze jest znaleźć inspirację w otaczjącym krajobrazie, wzorując się na dawnych mistrzach. "Pożyczyć krajobraz" i wciągnąć go do budowanego wnętrza. Oczywiście najprościej mieć grube portfolio z wcześniejszymi dokonaniami i ew. wstęp do tychże dokonań, ale zawsze istnieje zgrożenie, że zamiast inspiracij uzyskamy efekt kserokopiarki. Zresztą najbogatsze nawet portfolio, najbardziej wycyzelowana wizualizacja nie zastąpią tego nieuchwytnego nastroju, tej świadomości obcowania z pięknem. Znaczna wiekszość klientów wcale nie oczekuje, że stworzymy dla nich dzieło sztuki. Na ogół ma byc porządnie i przede wszystkim niezbyt pracochłonnie. Na ogół, ale czasem coś się jednak  uda, jakoś tak się ułoży że po prostu wyjdzie nieomal mimo woli.

Mnie się kilka razy udało; co ciekawe, gdy myślę o tych ogrodach to dochodzę do wniosku, że inspiracje do nich czerpałem z dwu źródeł. Pierwsze to las, a właściwie las i jego bezpośrednie otoczenie. Tak już natura zarządziła, że najciekawsze są tak zwane ekotony, czyli strefy przejściowe między lasem a np. łąką czy nawet polem. Przez wiele lat w takich właśnie miejscach szukałem pomysłów na ogrody. Później odkryłem obrazy Bazylego Albiczuka z ich baśniowym nastrojem i niewiarygodną prostotą. Oczywiście są to ogrody niemożliwe do zrealizowania, ogrody gdzie spotykają wiosna z latem. Ogrody  malowane z pamięci, gdzie każdy szczegół jest przedstawiony z Linneuszowską precyzją wytrawnego botanika. A przy całej tej precyzji jest w tym malarstwie ten niezwykły,  ulotny nieuchwytny nastrój, który tak trudno odtworzyć w realnym ogrodzie. Teraz od czasu wizyty w Rykach znalazlem kolejny punkt oparcia, kolejną metodę aranżacji przestrzeni i budowania nastroju. Ciekawe, że ten ogród wywarł na mnie takie wrażenie, bo mam świadomość jego sezonowej przemijalności.

Jest też jeszcze jedno źródlo moich ogrodowych inspiracji. Przy czym jest to raczej żródło rozwiązań przestrzennych oraz technik prowadzenia roślin i ograniczania ich rozmiarów. Nastrój i klimat ogrodu są tu swego rodzaju wartością dodaną. Od wielu lat fascynuje mnie sztuka ogrodowa Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Japonii oraz Feng Shui. W pierwszych latach działalności próbowałem  bezpośrednich odniesień do szeroko rozumianej Japońszczyzny z całym towarzyszącym jej sztafarzem, w postaci kamiennych latarni,  bambusowych konstrukcji itp. rozwiązań. Teraz już wiem, nie da się, po prostu się nie da bezpośrednio i "na żywca" zżynać. Żeby nie wiem jak się starać; wychodzi brak odniesień kulturowych, zrozumienia subtelności symboliki. W efekcie powstaje kopia i dobrze jeżeli tylko ocierajaca się o kicz. Jakoś nie potrafimy odnieść się do tej prostoty. Natomiast japońskie inspiracje są nie do przecenienia przy porządkowaniu i ograniczaniu 15- 20  letnich nasadzeń z początków  polskiej przygody z ogrodnictwem.  Przerośnięte, nie mieszczące się w małych ogródkach drzewa można albo wyciąć albo przerobić na Niwaki. No i Feng-Shui,  odmienne spojrzenie na przestrzeń i relacje człowieka z otoczeniem, niezwykle inspirujące i pomocne w tzw. trudnych przypadkach.