Przedwiośnie. Chyba najpracowitszy okres dla firm ogrodniczych i właścicieli opgrodów. Nareszcie można wyjść z domu, chwycić grabie, sekator i wreszcie zająć się tym, co stanowi treść naszego życia. Pogoda sprawia jeszcze niespodzianki: zdarza się zmarzną , zmoknąć  czasem sypnie śnigiem. Ale z ziemi wychodzą już pierwsze krokusy, niektóre byliny puszczają pierwsze liście, a nabrzmiałe pąki forsycji zapowiadają żółte szaleństwo. Pracy jest tyle, że nie wiadomo od czego zacząć. Trawniki niczym koty czekają na wiosenne czochranie wertykulatorem, a wrzosowiska żądają natychmiastowego cięcia. Kompostowniki z trudem mieszczą urobek ogrodniczego znoju. Tniemy do gołej ziemi kępy traw, przycinamy krótko pędy hortensji, tawuł i innych krzewów kwitnących na młodych pędach i starannie usuwamy zeszłoroczne liście ciemierników i innych bylin. Robota zdaje się nie mieć końca, ale woń kwiatów kaliny koreańskiej i kolorowe "pajączki" na gałęziach oczaru wynagradzają każdy wysiłek.